wtorek, 4 sierpnia 2015

Czego pragną kobiety? Recenzja filmu „Vicky Cristina Barcelona”



Vicky Cristina Barcelona (2008)

Gatunek: komedia obyczajowa
Produkcja: USA, Hiszpania
Reżyseria: Woody Allen
Występują: Scarlett Johansson, Penélope Cruz, Rebecca Hall, Javier Bardem
Czas trwania: 1 godz. 36 min.

Moja ocena: 7/10.



Kobiety nie wiedzą, czego pragną. Dziękuję za uwagę.

Powyższy morał, który płynie z filmu Woody’ego Allena „Vicky Cristina Barcelona”, mógłby posłużyć za całą recenzję. Nie po to jednak bloguję, aby odsłaniać przez Wami tajemnice płci, dlatego pozwólcie mi na kilka akapitów więcej.

Nie wypada zacząć tekstu o nowych dokonaniach słynnego neurotyka bez: a) użycia słowa „neurotyk”; b) ponarzekania, że „to już nie to samo, Allen stracił jaja”. Co prawda, to prawda; od kilku lat reżyserowi „wychodzi w kratkę” i co drugi z jego filmów zwyczajnie mógłby nie powstać. „Vicky Cristinę Barcelonę” zaliczam do strzałów celnych.


Za najcenniejszą wartość filmu uważam jego zawoalowany cynizm. Nie jeden widz (a nawet recenzent) nabrał się na troskliwy komentarz z offu, w którym dosłuchać się można aprobaty dla wszelkich działań zagubionych bohaterek. Bycie zagubionym to w końcu przywilej młodości, prawda? Stosunek Allena do Vicky i Cristiny jest jednak zbyt pieszczotliwy, by nie wydawał się podejrzany. Gdy słowa narratora weźmiemy w cudzysłów, wyjdzie na jaw, że obie pannice to paskudne pozerki.

Cristina kreuje się na niespokojną duszę, wyzwoloną kochankę, muzę, artystkę i eksperymentatorkę, której otwarty umysł pozwala na wyjście poza ramy społecznych konwenansów. Poniekąd rzeczywiście potrafi się odnaleźć w narzuconej sobie roli, lecz coś, co dla Juana Antonia i Marii Eleny jest codziennością, dla niej pozostaje tylko przygodą. Gdy burzliwy związek zaczyna ją przerastać, ucieka. Dla kontrastu jej przyjaciółka Vicky uważa się za osobę twardo stąpającą po ziemi, o sztywnym kręgosłupie moralnym. Wakacje w Barcelonie udowadniają jej, że lekkomyślność, za którą tak często karciła Cristinę, to także jej domena. Jeden wieczór z ujmującym Hiszpanem pokazuje dziewczynie, ile warte były jej zasady oraz jak bardzo chybotliwa jest w środku. Obie bohaterki wylatują z Nowego Jorku rzekomo silne i zdecydowane, wracają płoche, zdemaskowane.   

„Nie wiem, jakiego związku chcę, ale wiem, jakiego nie chcę” – oznajmia Cristina. W kontekście całego filmu stwierdzenie to wydaje się naiwne, lecz współgra też z Allenowską konstatacją, że dobre związki po prostu nie istnieją. Historią Vicky (i jej dojrzalszej wersji, Judy) stary cynik Allen próbuje nas przekonać, że nawet najlepiej dobrana para w końcu się sobą znudzi. Juan Antonio i Maria Elena jako jedyni potrafią kochać naprawdę szczerze i namiętnie, lecz rażeni iskrami własnego pożądania, spalają się od środka – ich uczucie jest tak silne, że działa destrukcyjnie. Co jest wobec tego lepsze? Miłość krótka, lecz przyprawiająca o zawrót głowy, czy może rozłożona na lata, zawsze lekko ciepła, dogorywająca w agonii? Allen odpowiada ustami Marii Eleny: szczęśliwa może być tylko miłość niespełniona. Właśnie dlatego Vicky nigdy nie zapomni o tym, co się stało pewnej nocy w Orvieto.  


Szkoda tylko, że samą Barcelonę potraktował reżyser pretekstowo. Nie interesuje go samo miasto, lecz jedynie pewien stereotyp jego mieszkańca. W końcu czy słowa – „życie jest krótkie, życie jest nudne, życie jest pełne bólu, ale my mamy szansę na coś specjalnego” – wypowiedziane przez nie-Hiszpana mogłyby brzmieć jak obietnica prawdziwej rozkoszy, a nie najtańszy z podrywów? Propozycja seksualnej przygody osiąga tu rangę egzystencjalnej refleksji: w świecie, w którym każde uczucie skazane jest na klęskę, sensowne wydaje się tylko epikurejskie carpie diem.

Zgadzam się z myślą Juana Antonia i stwierdzam, że życie jest za krótkie na złe filmy. Czas, który kradnie nam Woody Allen swoją „Vicky Cristiną Barceloną”, uważam jednak za dobrze spożytkowany.


Film obejrzałam za pośrednictwem strony www.niemabolu.pl. Znajdziecie tam też inne odkodowane tytuły: „Imagine”, „Para na życie”, „Przepis na miłość”, „Tajne przez poufne”.

22 komentarze :

  1. Oglądałam ten film dawno temu i pamiętam jedno - bardzo mi się nie podobał... Co najgorsze nie pamiętam dlaczego, wiem, że wydawał mi się nudny. Twoja opinia na tyle mnie zaintrygowała, że chyba obejrzę ten film jeszcze raz. Może rzeczywiście nie podeszłam do tego filmu w odpowiedni sposób? Albo w ogóle go nie zrozumiałam, co też jest możliwe. Chyba warto od czasu do czasu wrócić do takich filmów i pomyśleć, co nam w nich nie pasowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też oglądałam "Vicky..." po raz pierwszy jakoś zaraz po premierze. Pamiętam, że na pewno nie wydał mi się nudny (Allen pisze takie dialogi, że mnie one nigdy nie nudzą), ale odebrałam ten film zupełnie inaczej, raczej bez większego zrozumienia. To zaskakujące, jak z wiekiem zmienia się odbiór. Kilka doświadczeń więcej wystarczyło, żeby zyskać całkowicie inną perspektywę. :)

      Usuń
  2. Nie oglądałem, bo raczej to nie mój gust filmowy ale może kiedyś się skuszę.
    ~ Łowca Dusz
    http://filmomania33.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. "Obie bohaterki wylatują z Nowego Jorku rzekomo silne i zdecydowane, wracają płoche, zdemaskowane." - jaki celny komentarz, podsumowujący cały film. :) Pamiętam, oglądałam ten film dawno, niesamowicie mnie znużył, aczkolwiek to zdanie nawet zachęciło mnie do ponownego seansu.
    Będę tu zaglądać. Sama dopiero zaczynam przygodę z filmowym blogowaniem.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowo. Zachęcam do odświeżania Allena, choć najlepsze w tym przypadku są wycieczki do lat 70. Powodzenia na blogowej drodze życia! :)

      Usuń
  4. Allena albo się lubi albo nie. Tak jest z jego filmami - po prostu mają swoją niszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a biorąc pod uwagę, że wszystkie są właściwie o tym samym (służą przekazaniu tej samej, paradoksalnej myśli o równoczesnej beznadziei i pięknie świata - przynajmniej ja tak to widzę), to rzeczywiście - nie spodoba Ci się jeden film, mogą nie spodobać wszystkie inne. Choć wiadomo, te z tego stulecia wcale nie są już takie bezkompromisowe.

      Usuń
  5. Super film, taki życiowy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż po tak dobre recenzji pozostaje pójść i obejrzeć film.

    OdpowiedzUsuń
  7. fajna recenzja, ale ja bym nie dał 7/10, film taki sobie, nie dałbym mu takiej oceny, film z serii tych zupełnie przeciętnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Woody Allen jest bardzo specyficzny i jakoś nie przepadam za jego filmami - aczkolwiek tego filmu nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie podobał mi się ten film, zresztą mojej dziewczynie też nie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogólnie to uwielbiam filmy z Penélope Cruz ale ten nie należał do najciekawszych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o filmy Allena to ja zdecydowanie wolę starsze (nie jest to nic odkrywczego, bo raczej nikt nie powie inaczej) ale akurat ten mi podpasował. Może ze względu na Penelopę, na którą uwielbiam patrzeć. Miał ciekawe momenty. Zgadzam się z oceną. 7/10 jest odpowiednie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny film, ocena 7/10 jest idealna.

    DM

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój ulubiony film... i ta muzyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. dosyc dobra historia, dobrze zagrana, ale Woody nie wypada jakos super... Bywało lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Film w porządku, ale Allen jednak obniżył loty od czasu swojej świetności ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Film ciekawy, nie jest moim ulubionym ale można obejrzeć :)



    Filmowanie z Powietrza i Ziemi - filmy reklamowe/promocyjne/korporacyjne, śluby i wydarzenia na żywo, zdjęcia z drona.
    http://www.skynetic.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam ten film i piosenkę :) Nawet mam ustawioną ją na dzwonku :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kino Polskie nas zaskakuje ! Oto filmy które warto obejrzeć ! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chcesz zobaczyć dobre kino? Zapraszam na stronę z filmami online www.eseanse.pl znajdziesz tam ponad 10 000 tytułów. Wszystko za darmo i bez limitów. Zapraszam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...