poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Niewiasta szeryfem. Recenzja "Dnia kobiet" na DVD


Dzień kobiet (2013)

Gatunek: dramat 
Produkcja: Polska
Reżyseria: Maria Sadowska
Obsada: Katarzyna Kwiatkowska, Eryk Lubos, Dorota Kolak, Leonard Pietraszak
Czas trwania: 1 godz. 30 min.

Pozycja w fotelu: o bożym świecie w czasie seansu nie zapomnisz, ale film jest na tyle ciekawy, że poważniejsze wiercenie się również ci nie zagraża (ocena alternatywna: 6/10).



Polscy filmowcy mają tendencję do popadania ze skrajności w skrajność: pokazują ojczyznę jako miejsce, które najlepiej określa wyrażenie „bród, smród i ubóstwo” (prym wiedzie tu Smarzowski), lub kraj, w którym każdy mieszka w przeszklonym apartamencie i płaci złotą kartą (TVN-owskie komedie romantyczne). Pełnometrażowy debiut Marii Sadowskiej wpisuje się w ten pierwszy nurt. To obraz państwa, gdzie kwiaty zawsze wręcza się łodygą w górę, młodzi ludzie bawią się w melinach, a pensja o wysokości dwóch tysięcy złotych to powód do zawiści ze strony koleżanek. Chociaż trudno odmówić filmowi realizmu w odmalowywaniu warunków pracy w popularnych dyskontach, to skumulowanie na przestrzeni 90 minut tak dużej ilości nieszczęść i wypaczeń sprawia, że momentami Dzień kobiet wydaje się przerysowany i traci na wiarygodności.

Te przejaskrawienia mają jednak uzasadnienie, jakim jest społeczna wymowa filmu i jego poświęcenie słusznej sprawie. Reżyserka na warsztat wzięła głośne kilka lat temu wydarzenia: oto kierowniczka elbląskiej Biedronki wytoczyła proces swojej firmie i niczym Erin Brockovich stała się ikoną wyzyskiwanych pracowników. Aby uzyskać najwyższy poziom dramaturgii i wstrząsnąć widzem, Sadowska pod szyldem jednego Motylka skryła wszystkie najbardziej szokujące historie o uwłaczającej ludzkiej godności polityce wielkich sieci handlowych. Całkowite ignorowanie kodeksu pracy skutkuje tu takimi konsekwencjami jak alkoholizm, kalectwo, a nawet śmierć. Ta otwarta puszka Pandory robiłaby większe wrażenie, gdyby twórcy nie dokonywali przy tym karykatury. Otóż korporacje są tak wielkim złem, że każdy ich przedstawiciel musi wyglądać jak łachudra i cwaniak, na szkoleniach kierownicy sklepów śpiewają piosenki o produktywności, a do uciszania niepokornych pracowników najęci są specjalni goryle wyskakujący spomiędzy drzew. Konwencja kina gatunkowego nie usprawiedliwia wszystkich tych uproszczeń i wyolbrzymień.


Dzień kobiet najwięcej zawdzięcza postaci Haliny i wcielającej się w nią Katarzynie Kwiatkowskiej. Scenarzystom udało się stworzyć portret psychologiczny samotnej matki, która przechodzi trzyetapową przemianę: od zagubionej gąski, przez karierowiczkę, aż po rewolucjonistkę. Kwiatkowska pozostaje naturalna i przekonująca zarówno jako ofiara, jak i oprawczyni. Chociaż określenie „oprawczyni” nie jest tu całkiem adekwatne, gdyż wszystkie niemoralne postępki Haliny spowodowane są przymusem – każde niewykonane zadanie oznacza dla niej utratę stanowiska. A na to pozwolić sobie nie może, gdyż utrzymanie córki i spłata nowego mieszkania są ważniejsze niż lojalność względem koleżanek kasjerek. Zupełnie jak w dżungli, walka o byt wymaga braku skrupułów. Tylko że do bohaterki dociera nagle, że nie mieszka w puszczy amazońskiej, ale w cywilizowanym kraju. Na nowo definiuje siebie i dostrzega, jakie pranie mózgu zrobiła jej firma. Co ciekawe, Sadowska unika stwierdzeń o tym, że proces poskutkuje długofalowymi zmianami. Takich gigantów jak Motylek nie złamie jedna sprawa w sądzie.

Dobrze, że twórcy zadbali o pełny obraz psychiki Haliny i dodali wątek romansowy. Dzięki temu nie jest ona tylko heroiną, symbolem walki o prawa człowieka, ale kobietą przypominającą te, które znamy naprawdę. Zmęczoną, trochę niespełnioną i znudzoną. A przede wszystkim szukającą miłości i fizycznej bliskości („nie robiłam tego tak długo, że chyba znowu jestem dziewicą”), innymi słowy – wiarygodną. W zgodzie z zasadą „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” czerpie moc z przykrych doświadczeń i okazuje się twardsza niż wszystkie osoby z jej otoczenia, również mężczyźni. Taka silna postać kobieca nie trafia się w rodzimym kinie często.


Na pochwałę zasługuje również samo wydanie filmu na DVD, które powinno być wzorem dla wszystkich innych wydawnictw. Ponad 30 minut dodatków (15-minutowy making of, teledysk do piosenki reklamującej produkcję oraz wypowiedzi Katarzyny Kwiatkowskiej, Marii Sadowskiej i Eryka Lubosa) niby nie jest niczym ekstrawaganckim i powalającym na kolana, ale na tle innych płyt DVD, które miałam ostatnio w ręku, a które pozbawione były jakichkolwiek bonusów, Dzień kobiet wypada bardzo dobrze. Do tego dochodzi książeczka zawierająca nie tylko ładne zdjęcia, ale i garść konkretów (przykładowo wywiad z Sadowską, z którego dowiadujemy się, że reżyserka nazywa swój film „feministycznym westernem”). Brawo, Kino Świat.

Chociaż Dzień kobiet bywa karykaturalny i w niektórych momentach operuje zbyt dosłowną metaforą (scena, w której po kuchni latają reklamówki), warto mieć go na uwadze ze względu na jego główną bohaterkę. To przyzwoite kino, którego nie nazwałabym feministycznym – wyzysk pracowników i walka o swoje prawa to kwestie, które dotyczą wszystkich ludzi. Miło jednak, że dla odmiany szeryfem zaprowadzającym porządek została niewiasta.

Za udostępnienie filmu dziękuję dystrybutorowi Kino Świat.          

5 komentarzy :

  1. Bardzo dobry film, a niektóre sytuacje jakby wyjęte z mojej roboty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu kino społeczne, samo życie. ;)

      Usuń
  2. No i wreszcie polski film o motywie korporacji! :) Mnie Dzień kobiet zachwycił, na tle innych polskich filmów to jedna z perełek :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bez zachwytu, ale daję zielone światełko. Nie mamy w Polsce zbyt wielu ciekawych reżyserów (chociaż to się zmienia), więc tym bardziej Sadowskiej, mimo pewnych wad, należy się szacuneczek. :)

      Usuń
  3. Mi sie spodobał :)
    Nie oglądam z chęcią polskich filmów ale ten mi się spodobal bo poruszal takie zwykle codzienne sprawy :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...